...JAK NIE WIDZĘ KTO DAJE, TO BIORĘ...
(powiedziała ślepa lesba biorąc ulotkę)
;)
2 tygodnie bez Ciebie. Tylko 14 dni. 2 pieprzone tygodnie a ja odkrywam w sobie nowe uczucie. Nie zdarzało mi się tęsknić, nawet gdy byłam w związku. Tak naprawdę obce mi to uczucie, choć pisać o nim umiem. Chyba wiem dlaczego. Zawsze miałam pewność, że Ta osoba jest.
Ciebie nie ma i nie będzie. Sama chciałam tego bólu. Mówiłam, że jestem na niego gotowa. Cóż... siedzi we mnie masochista emocjonalny. Nie bądź smutna... podoba mi się to. Jestem cholerną romantyczką z marzeniem o nieodwzajemnionej miłości. A właściwie niespełnionej, bo... bo (ośmielę się to napisać) czuję, że chciałabyś choćby spróbować to odwzajemnić...
Czereśnie się skończyły, ale ja znajdę substytut! Na wszystko zamiennik się znajdzie. Póki co, nie znalazłam tylko na jedną osobę. Bez obaw, Ty nią nie jesteś, póki co...
Wiesz, przeżyłam ostatnio straszne chwile. Takie kiedy siedzi się skulonym w fotelu, trzęsie i płacze i nie dopuszcza się do siebie nikogo i tak cholernie pragnie się być przytulonym, że to pragnienie paraliżuje tak mocno, że odpycha się każdego.
Nie umiem kochać, dlatego Ty, która moja nie będziesz. Chociaż... Nie usłyszysz już ode mnie TYCH słów. Raz pisane i raz mówione wprost w oczu (jesteś 2 osobą, której to powiedziałam) wystarczy.
Nie dajesz złudzeń, jesteś i tego potrzebuję. Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak dziwnie bije mi serce, jak oczy szklą mi się, gdy dostaję od Ciebie wiadomość. Choćby kilka słów... Bo to TY. A Twój głos... ach!
Tak mi Ciebie brakuje... Tak mi dobrze przy Tobie... Tak tęsknię, że nie mam siły na intrygi. Weź mnie! Ucieknijmy gdzieś. Gdziekolwiek, z tego chorego świata. Schowaj mnie, ja wciąż Cię chowam... bez nadziei. Chcę być Twoja, ze świadomością, że moja nie będziesz.
Dziwna jestem, prawda? Prawda jest jedna. Prawdą jesteś Ty... a reszta? Do pięt Tobie nie dorasta (do naskórka pięt...)
(miałam pisać o moim PMS i tym, że w seksie nikt nie jest beznadziejny, bo chodzi o wyczucie partnera.... jak zwykle Tobie oddałam myśli, stąd ta notka)
KURWA!!!!!
Dość mam!
Kogo potrzebuję? Kogo kocham?!
No kogo?? Tak naprawdę, od pierwszego kielonka rumu ;) KOGO?
JAZZA!! I gdy krzywda mu się dzieje, gdy świat nie chce z nim współpracować i nawet gdy sam siebie już nie rozumie, ja jestem. Nie potrafię wiele (dzisiaj samodzielnie zupę ugotowałam i zupa owa była jadalna), ale skoro mi pomaga pewność, że ta sama osoba, ta sama, tylko włożona w inne ciało (dualizm osobowości) jest przy mnie daje mi poczucie bezpieczeństwa i PEWNOŚĆ, że ZAWSZE będzie blisko, to myślę że moja obecność, TYLKO obecność i Jazzowi pomoże... przecież mamy tak samo...
Usycham bez Ciebie, wiesz? Banały są potwierdzeniem prawdy i za banałami tak naprawdę tęsknimy...
Bo w rodzinie tak właśnie być powinno, gdy jedno upada, inni go wyciągają... bo rodzina przestaje istnieć gdy jedno ogniwo się zepsuje... bo TA przyjaźń jest wyjątkowa i ja za Tobą naprawdę do grobu.
Łukaszu... bez Ciebie straciłabym i samą siebie, wiesz? Nie wiesz, bo hetero nigdy nie rozumieją kobiet ;) nawet jeśli kobieta jest lesbijką...
Przetrwamy.
I prawie stanęłam na rzęsach, bo znalezienie jakiegokolwiek noclegu było nieosiągalne... Wtedy Platoniczna powiedziała, że jedziemy w ciemno, choćby świat się walił, magistry morze zobaczyć muszą...
I tak obudziłam się o 5.30, by o 6 dać Magdzie pić i ruszyć w trasę... by odebrać Platoniczną o 7 z Poznania (bo wiadomo, że Lessy ma dobre serduszko i nadrobiła 50 km, by Czerwona nie musiała się wlec o poranku pociągiem).
Wylądowałyśmy w Poddąbiu, czyli stacji docelowej. Sama nie wierzyłam, że dojechałam cało i się nie pogubiłam, bo jechanie przez Słupsk nie było miłe...
A tam czekało na nas MORZE! Może morze nie zachwyciło pogodą do opalania, ale co to dla biologów. Magistrów biologii! Zachwycałyśmy się każdym mchem, porostem, krzakiem, drzewem a tych było tyle, że morze właściwie zeszło na drugi plan, który swoim szumem przeszkadzało w podziwianiu krajobrazu. Poddąbie okazało się przytulnym miejscem, gdzie ludzi mało, ale samo w sobie było dość dobrze rozwinięte pod względem turystycznym. Zahaczyliśmy o pole namiotowe, gdzie cieciowi powiedziałyśmy, że tu nocujemy, ale w samochodzie ;) dzięki czemu rasowe Poznanianki płaciły mniej i przeżyły wygodnie, bez rozbijania namiotu.
Z kim innym jak nie z Czerwoną mogłabym obalać flaszkę Carlo Rossi wieczorową porą na plaży? Śpiewając cały czas „przeleć mnie", „być kobietą" i inne poleskie szlagiery o Celynie nie zapominając.
Magda okazała się wdzięczna jeśli chodzi o nocleg. Nad ranem była cała zaparowana, no ale jeśli dwie gorrrrące kobiety w niej spały to chyba ten fakt nie dziwi.
Po śniadaniu na plaży (z nikim nie miałam bardziej romantycznego śniadania) i po kawie, gdzie próbowałam uwieść wzrokiem lesbę, która mnie zignorowała, pojechałyśmy do Ustki.
Tuż po przekroczeniu jej granic zaczął się armagedon. Oberwanie chmury. Nic nie widziałam. Jechałam na oślep, byle prosto i byle Magdy nie uszkodzić. Po dojechaniu do centrum przejaśniło się i suchutkie zaparkowałyśmy przy jakimś kościele. Ustka nie zachwyciła. Blachy i blacharze a Czarna Perła okazała się farbowana.
Trzeba było się ewakuować, bo Ustka nie jest godna magistrów :)
Zlądowałyśmy w Orzechowie... I to był nasz koniec. Koniec z biologami, bo wszystko zachwyciło. Morze, mchy zamiast trawy, klify i brak ludzi. Bo trzeba zaznaczyć, że jesteśmy aspołeczne ;)
Ponieważ brak ludzi oznacza brak gastronomii na obiad pojechałyśmy z powrotem do Poddąbia, gdzie zjedliśmy przepyszną pizzę z sosem jak zwykle czosnkowym, zaopatrzyłyśmy się w alkohol w sklepie, gdzie można było płacić kartą i... i trzeba było coś jeszcze wymyślić, bo czasu było dużo do zachodu słońca a pić przed zachodem magistrom nie wypada.
Pojechałyśmy do Rowów (nie tych pomiędzy ponętnymi piersiami, choć tych też nie brakowało, ale wiadomo, blacharskie nie są ponętne) i tak samo szybko jak tam dotarłyśmy, tak się wycofałyśmy, bo było jakoś tak BLE.
Motyw drogi się liczył, więc pognałyśmy Magdą w nasze ukochane miejsce, do Orzechowa!
Słońce nawet wyszło do tego stopnia, że przez jakieś 2h mogłam wytapiać tłuszcz na plaży w moim nowym stroju kąpielowym i podziwiać wdzięki Alicji ;)
A wieczorem.... wieczorem miał być film na plaży. I nawet otworzyłam laptopa i już film zaczął lecieć, gdy zaczęło kropić... z nikąd, bo trzeba zaznaczyć, że deszcz nad morzem pada z błękitnego nieba albo z pięknych różowych chmurek (jednak blacharstwo jest zdradliwe).
Odczekałyśmy chwilę i zadecydowałyśmy, że pora się zbierać do Magdy. Chwała Bogu, tudzież innym istotom wyższym, bo po spakowaniu się zaczęło LAĆ... Film, tzn. połowę, obejrzałyśmy w Magdzie i po odśpiewaniu kilku szlagierów zasnęłyśmy słodko w lesie, na dziko, w samochodzie :)
A o 4 w nocy obudziła nas burza... komary pakowały nam się do auta, więc Ala spryskała wnętrze naszego domku i szyby Offem, by te jadowite sucze nas nie pożarły. Ala mówiła coś przez sen, a ja przyzwyczajona do Jej zaraźliwego śmiechu zapytałam Ją przez z sen z czego się śmieje, bo mi się już coś zaczynało śnić (widzisz Aluś, też występujesz w moich snach)
Rano tzn. ok. 10 pognałyśmy nad morze, pożegnać się... Fala była duuuuża! Gdy wyjeżdżałyśmy słońce wyszło zza chmur.
Co jeszcze mogłabym dodać?
Pewnie z żadną inną nie przeżyłabym czegoś podobnego. Strzelce, w dodatku magistry, to coś wyjątkowego.
I właściwie notka ta nie jest pisana z natchnienia. Zdjęcia mówią dużo więcej niż słowa. Mówią, że MY jesteśmy piękne i PRZYRODA jest piękna.
To była przygoda roku. Sprawdziłam się jako pilot, jako kierowca, jako magister, kobieta i kumpela.
Czerwona jesteś boska.
sobota, 20 marca 2010
Licznik odwiedzin: 125368

...między dziwką i arystokratką...
'Słowa są jak obraz, który właśnie maluję. Jak oczy duszy mej otwarte, marzenia, których mało wciąż. Kiedy mówię nikim, Kiedy piszę Bogiem jestem.' ...
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||